Wracam sobie do domku, jak ten słowik na akację i kolację, wieczór taki piękny itd, itp, a tu cztery małe bomby i jedna duża do rozbrojenia. Ewka jeszcze nie w moro na szczęście, tylko w pajacyki w kropki. Jeden uśmiech na froncie.
Na pierwszy ogień biorę Ciebie, jak w samolocie: maska tlenowa najpierw na dorosłego! "Na zachodzie bez zmian?" zapytuję z uśmiechem. Jest, niebieski kabelek odcięty, trafiłam, uf...
Razem przystępujemy do akcji "lis pustyni", to ten lis, a nawet pięć lisków, któreśmy raczyli oswoić. Niech żyje pogodzona rodzinka!
Saper Super pozdrawia Super Sapera!
poniedziałek, 21 grudnia 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
PUELLA SENEX
Czas ma różną gęstość, ciekawa to sprawa: zawartość czasu w czasie. Kiedyś był rozcieńczony i dużo, teraz zagęszcza się. Na osi "mojego"czasu nadłożyły się czasy życia bliskich, którzy już z tej osi poszli sobie - i nam też poszli - do Pana...
Jak zsumuje to mam już chyba z pięćset lat, istna wiedźma Ple-Ple z Fraglesów.
Tym czasem czuję się stara jak świat i zarazem nieznająca świata jak nowo narodzone dziecko.
Czas ma różną gęstość, ciekawa to sprawa: zawartość czasu w czasie. Kiedyś był rozcieńczony i dużo, teraz zagęszcza się. Na osi "mojego"czasu nadłożyły się czasy życia bliskich, którzy już z tej osi poszli sobie - i nam też poszli - do Pana...
Jak zsumuje to mam już chyba z pięćset lat, istna wiedźma Ple-Ple z Fraglesów.
Tym czasem czuję się stara jak świat i zarazem nieznająca świata jak nowo narodzone dziecko.
środa, 4 listopada 2015
Wzloty i upadki
Każdego dnia nowe rozdanie kart, dobrze że Ty zawsze jesteś przy stole.
Szkolne równanie z wieloma niewiadomymi to przy tym "pikuś" jak Ty to mówisz: ta córka jedzie tam, tamta wraca , stamtąd pojawia się Ktoś kolejny, na drodze czeka syn, drugi zmienił plan i naruszył trajektorie żmudnie opracowywanego lotu na tydzień do przodu. Gdzie też my wszyscy lecimy...?
Całuski, by opadły z oczu łuski!
Szkolne równanie z wieloma niewiadomymi to przy tym "pikuś" jak Ty to mówisz: ta córka jedzie tam, tamta wraca , stamtąd pojawia się Ktoś kolejny, na drodze czeka syn, drugi zmienił plan i naruszył trajektorie żmudnie opracowywanego lotu na tydzień do przodu. Gdzie też my wszyscy lecimy...?
Całuski, by opadły z oczu łuski!
wtorek, 3 listopada 2015
Widzę siebie jadącą na sankach w Parku Gagarina. Najmniejsza moja matrioszka to ta śmiejąca się dziewczynka, zasuwająca z "górki na pazurki". To esencja tożsamości. Nie wiem nic o Tobie, o szóstce dzieci, o tym czy tamtym zakręcie na życiowej drodze. Tu są tylko zakręty między świerkami i biały puch, w który BUCH!
Dobrze jest się rozcieńczyć, wiele osób i wydarzeń napiło się mnie, ugasiło mną żale, smutki, popiło mną radości. Woda żywa nie wysycha i zasila mnie ze swego świętego Źródła.
Zapraszam na herbatkę i pozdrawiam Cię Mężu!
Dobrze jest się rozcieńczyć, wiele osób i wydarzeń napiło się mnie, ugasiło mną żale, smutki, popiło mną radości. Woda żywa nie wysycha i zasila mnie ze swego świętego Źródła.
Zapraszam na herbatkę i pozdrawiam Cię Mężu!
coś
Eseje o dnie oka. Fotografia. Piękny tytuł. Co w sercu i na dnie dojrzeć można w źrenicy - wszak "piękno jest w oku patrzącego". Weszłam na powrót w kadr. 15 lat małżeństwa w tle, trochę się tam nie mieści.
Ale jest czułość, jak kiedyś była czułość filmu i jest zdjęcie poruszone, bo ujęło wzruszenie...
Lubię określenie: zdjęcie nieostre.
Chciałabym być nieostrym człowiekiem.
Pozdrawiam Cię Mężu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)