wtorek, 3 listopada 2015

Widzę siebie jadącą na sankach w Parku Gagarina. Najmniejsza moja matrioszka to ta śmiejąca się dziewczynka, zasuwająca z "górki na pazurki". To esencja tożsamości. Nie wiem nic o Tobie, o szóstce dzieci, o tym czy tamtym zakręcie na życiowej drodze. Tu są tylko zakręty między świerkami i biały puch, w który BUCH!
Dobrze jest się rozcieńczyć, wiele osób i wydarzeń napiło się mnie, ugasiło mną żale, smutki, popiło mną radości. Woda żywa nie wysycha i zasila mnie ze swego świętego Źródła.
Zapraszam na herbatkę i pozdrawiam Cię Mężu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz